Szanuj swój łuk - histoia Dianki

Cześć. Jestem Diana, prosty łuk tradycyjny. Kupiła mnie przyszła łuczniczka za namową znajomych oraz poradą wszelkich for dla osób chcący zacząć przygodę z łukiem. Zamawiając mnie mówiła "Jak mi się nie spodoba strzelanie to oddam łuk dla Rodu"...

Miała na myśli grupę rekonstBez nazwy 2rukcji historycznej w której kilkakrotnie strzelała z Anglika, longbowa z refleksem, produkowanego przez te same osoby co stworzyły mnie. Na początku byłam do niego często porównywana, wielokrotnie słyszałam "z tamtego łuku jakoś lepiej mi się strzelało". Dzielnie znosiłam te słowa i starałam się by moja łuczniczka nauczyła się jak najwięcej dzięki mnie. Wybaczałam jej wszelkie błędy, niedelikatny uchwyt majdanu, szarpanie cięciwy... Korygowałam lot strzały przy niewłaściwej postawie mojej pani.

Moje starania przynosiły stopniowo efekty. Praca ramion łuczniczki płynnie przenosiły się na pracę moich ramion. Strzały latały coraz celniej i szybciej. Jednak nadal słyszałam przykre słowa "nie mam dla niej serca" i dawała mi to boleśnie odczuć odkładając mnie gdziekolwiek, nie dbała o mnie...
Nawet gdy doprowadziłam ją do zwycięstwa, które zadziwiło znakomitych łuczników nie była ze mnie dumna. Wychwalała pod niebiosa strzały... nigdy mnie.
Nie poddawałam się, próbowałam nadal podbić jej serce. Pomogłam w osiągnięciu jeszcze kilku sukcesów.
Minęły daw lata czasie których jeździłyśmy razem po całej Polsce. Spotykałyśmy się i rywalizowałyśmy z wieloma łucznikami. Co raz częściej zaczęłam słyszeć "czas zamienić Diankę na inny łuk". Odłożona gdzieś z boku przyglądałam się jak strzela z innych łuków. Była wybredna i niezdecydowana. Choć parę łuków ją zachwyciło to nadal kręciła nosem. Na którychś z zawodów słyszałam jej rozmowę z łucznikiem, którego kiedyś tak pięknie pokonałyśmy. Prosiła Go by zrobił dla niej łuk. Rozmawiali później jeszcze kilkukrotnie ale moja pani wciąż marudziła.
Latem pojechałyśmy na Mistrzostwa Polski. Odległości celi przerosły nasze możliwości, Moja łuczniczka zwaliła całą winę na mnie... Tam też strzelała po raz pierwszy z Angulara. Ta radość, błysk w oku i ekscytacja przy każdej wypuszczonej strzale, tego zawsze chciałam gdy wypuszczała strzałę ułożoną na moim majdanie...
Zamówienie nowego łuku stało się faktem. W koło rozpowiadała jaki to wspaniały łuk będzie miała. Entuzjazm słuchaczy był jednak niewielki. Nie pytali co to za cudo, bardziej byli ciekawi co będzie ze mną, pytali "Co z Dianką?" "Sprzedasz mi?". Moja łuczniczka odpowiadała stanowczo "Nie, oddaję ją dla Grupy".
Nadszedł dzień ważnych zawodów kończących cykl trudnych zmagań. Jak do tej pory na każdych stałyśmy na podium. Teraz wystarczyło tylko to pięknie zakończyć.
Jadąc na zawody moja łuczniczka była podekscytowana, ale inaczej niż zwykle. Na miejscu okazało się że powodem było otrzymanie nowego łuku – Angulara. Cieszyła się jak dziecko. Wszystkim go pokazywała i pokazywała mówiąc "Kończę Ligę z Dianką i oddaje ją!". Znów kilka dobrych osób chciało mnie przygarnąć ale Ona powtarzała "NIE". Miałam już dość tego. Przez prawie trzy lata znosiłam jej kaprysy. Postanowiłam ją ukarać. Cięciwa uderzała w strzały tak aby omijały każdy cel. Skoro mnie nie chce i po zawodach oddaje to nie będę wybaczała jej błędów!
Wieczorem usłyszałam rozmowę:
- Trenerze, zabierz Diankę dla Grupy.
- Po co mi ona?
- Będziesz uczył nowych tradycyjnych.
I tak moja łuczniczka wróciła do domu z Angularem a mnie zabrał trener.
Nadeszła jesień. Pierwsze treningi po wakacjach. Teraz hala pod basenem, na która przyjeżdżałam raz w tygodniu była moim domem.. Znałam ludzi przychodzących tam. Niektórzy nawet ze mnie strzelali. Była wśród nich młoda łuczniczka, która uczyła się strzelać z łuku klasycznego, Semicka. Dowiedziawszy się, że teraz jestem łukiem Grupy, poprosiła trenera żeby strzelać ze mną. Wtedy to zobaczyłam jak ktoś cieszy się że trzyma mnie w ręku i uczy się ze mną strzelać. Znów nabrałam chęci wypuszczania strzał równo i płynnie. Moja pierwsza pani stoi obok ciskając w matę strzały z Angulara i spogląda na mnie z uśmiechem i radością, że uczę nowe osoby strzelania tradycyjnego.
Zdarza się że słyszę słowa różnych osób "...wezmę Diankę na zawody".
Moja pierwsza łuczniczka serca dla mnie nie miała i nie ukrywała tego ale szacunek i uznanie dla tego co razem osiągnęłyśmy wyraziła pozostawiając mnie blisko siebie bym pomogła innym początkującym łucznikom stanąć na podium. Nierzadko  powtarza innym "z niej uczyłam się strzelać" "z Dianką wygrywałam".
Teraz przede mną nowe wyzwania, nowi łucznicy w tej samej Grupie Łuczniczej.

Z podziękowaniami dla:
Witosława, Gięczyslawa i Wilkuna za zaszczepienie we mnie miłości do łucznictwa.
Adama za stworzenie niezastąpionego łuku dla początkujących.
Rosomaka za pierwsze poważne lekcje i dalsze cenne wskazówki.
Tomka za przyjęcie mnie do Grupy, uwagi, rady i cierpliwość. Całej Warmińskiej Grupie Łuczniczej za to, że są ;)
Włodka za strzałki z systemem samonaprowadzającym.

Łukasza za rady dla niezdecydowanego klienta i dynamicznego Angusia.

 

Podpisano:
Niepokorna posiadaczka Dianki

Wednesday the 13th. Warmińska Grupa Łucznicza